Tutaj jest juz totalny orient. Malo bialasow, sami lokalesi i jakos trzeba sie ogarnac ;)
Znalezienie promu nie jest latwa sprawa. Nikt ni w zab nie mowi po angielsku. Wiec chodzimy i krzyczymu Palau Tomia, Palau Tomia… No i jak sie okazuje pare osob pokazuje inne promy ;)
W koncu znajdujemy jakiegos gostka, ktory mowi 4 slowa na krzyz po angielsku i jakos nas doprowadza jak sie okazuje na wlasciwy prom ;) Chociaz czy ja wiem czy mozna nazwac to cos, drewniane promem?????
Od razu mam ciarki na plecach i wizje jak z titanica ;)
Ale co tam, przygoda to przygoda.
Czeka nas 12 godzin plyniecia i widze ze sa rozne miesca na dole i na gorze. Wiele pozajmowanych, wiec trzeba jakos zawalczyc o dobre prycze, bo ja to ja wcisne sie wszedzie ze swoimi 160 centymetrami, ale maz bedzie sie meczyl na dole. Wiec twardo negocjuje o prycze dla nas na gorze i o dziwo sie udaje ;)
Klimaty sa cudowne. Kury, jaja, tablety, robienie ryzu, pol roczny berbec… No ogolnie mega kontrasty, mega innosc, cuuudownie :)
Wyplywamy i po 15 minutach prom staje, a ja znowu mam wizje titanicowe ;) Ale spoko, jakos udalo nam sie przezyc, jakos udalo mi sei nawet zasnac i o poranku bylo juz cudownie.
Tak to wyglada wlasnie. Lezy sobie czlowiek przy czlowieku z calym swoim dobytkiem ;) (a dodam ze dobytku bylo sporo, bo na Tomia nie ma bankomatow ;))
Leza sobie dzieciaczki ;)
O poranku nawiazuje nic porozumienia z dzieciakami ;) Pieknie mi pozuja :D
Sa i nasze wynegocjowane prycze. Meza 10, a moja 11 ;)
Mezus calkiem wypoczety po nocce ;)
Szczesliwi i żądni dalszych przygod :D Cudownie nam sie tutaj podoba :D
Jada jajka, woda, ryz, kurczaki - wszystko co jest niezbedne na wyspie, na ktorej niewiele sie nawet uprawia.
Nasz pryczowy bilecik
Gosciu, ktory umial 4 slowa na krzyz po angielsku i nam pomogl zalatwic prycze :D











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz