Mozna powiedziec, ze na Bali czujemy sie tak jak w Polsce czy innym kraju europejskim. Za to tutaj na Bau Bau robi juz sie fajnie, ciekawie, podrozniczo i odkrywczo.
Malo ludzi mowi po angielsku, juz trzeba kombinowac i samemu cos tam dukac w bahasa indonesia luba na migi lub w obrazkowym ;)
Tutaj na lotnisku czekamy na nasz lot. Szafeczka zamykana na kluczyk z ladowarkami, gdzie mozna zostawic telefon - sprytne.
Tutaj sexy kosciolowa czapeczka ;)
I zaczelo sie jeszcze ciekawiej…
Jak widac boarding pierwotnie powinnismy miec o 15:40…
Ale… jest pierwsza zmiana na 16:00 i druga na 16:10 ;)
Tak tak podchodzilam z biletem goraczkowo pytajac gdzie nasz samolot (bo tam w tym chaosie mozna bylo zgubic swoj samolot) ;) I pan pisal mi ;)
Trzecia zmiana… Juz na 100% 16:30…
100% w Azji, a juz w tej czesci Azji jest warte tyle co… nic... ;)
Wiec mamy 4-ta zmiane ;)
Lekko zrezygnowani poszlismy na kawe i moje ukochane donaty :D
Ale w koncu sie udalo… Idziemy do naszego skrzydlowca ;) Moze dolecimy.
Lecimy z Makasaru do Bau Bau :D
Takze czekamy, bo nasze bagaze sa oczywiscie gdzie???
W trzecim niebieskim wagoniku ;)
Pierwszy opróżniony ;)












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz